Unison Research – PERFORMANCE 0

Unison Research – PERFORMANCE – test „soundrebels.com”

 

 

 

Bardzo przychylny, co nie dziwi, test wzmacniacza lampowego Unison Research PERFORMANCE.

 

 „Oj nie sposób ukryć, że spodobał mi się ten rozłożysty Włoch… A już nieco bardziej obiektywnie jeśli poszukujecie Państwo wzmacniacza łączącego niespożytą energię i dynamikę z muzykalnością i wyrafinowaniem, to tytułowa integra zdecydowanie powinna znaleźć się w kręgu Waszego zainteresowania.”

 

„On jest jak narkotyk. Łatwo uzależniający, ale trudny w kwestii detoksu.”


Unison Research Performance

Link do zapowiedzi:Unison Research Performance

 
 

Opinia 1

Pół żartem pół serio dzisiejsze spotkanie mógłbym z powodzeniem uznać zarazem za powrót do „smaków dzieciństwa”, jak i próbę swoistego odczarowania, bądź wręcz przełamania pewnych, nabytych podczas minionych edycji Audio Video Show jeśli nie uprzedzeń, to na pewno poczucia niedosytu. Chodzi bowiem o to, iż włoski Unison Research wyglądem swych produktów od lat budził u mnie niemalże niemy zachwyt, lecz z racji nazwijmy to najdelikatniej jak tylko można, nieco kontrowersyjnych konfiguracji serwowanych przez poprzedniego dystrybutora, cały czas jawił się jako nie do końca wykorzystany potencjał. Czasy jednak się zmieniają, marki trafiają pod nowe skrzydła lokalnych dystrybutorów a i my sami zauważamy ewolucję własnych gustów i przyzwyczajeń. Skoro zatem nadarzyła się okazja sprawdzenia, już w kontrolowanych warunkach jednego z puli niegdysiejszych obiektów westchnień, czym prędzej wyraziliśmy chęć przygarnięcia go pod nasz dach. Tym oto sposobem, dzięki uprzejmości stołecznego EIC (Electronic International Commerce) trafił do nas imponujący wzmacniacz zintegrowany Unison Research Performance.

Już pierwszy rzut oka na naszego dzisiejszego gościa wskazuje na niezbity fakt iż Unison Research Performance jest zaskakująco … rozłożysty. W dodatku wraz z jego ponadnormatywną – 60 cm szerokością idzie w parze nader słuszna, wynosząca 50 kg waga. Krótko mówiąc kawał wzmaka. Myliłby się jednak ten, kto spodziewałby się zwalistej, czy chociażby przyciężkiej optycznie sylwetki. O nie, URP (Unison Research Performance) prezentuje się bowiem wybornie oddając swym designem hołd ponadczasowym kanonom piękna włoskiej szkoły wzornictwa przemysłowego. Tutaj nic nie jest dziełem przypadku, czy zrobione jedynie po to, by działało. Proszę tylko spojrzeć na finezyjnie wyprofilowany orzechowy front i pozostałe wstawki z tego szlachetnego drewna idealnie komponujące się z surowością szczotkowanych blach stanowiących platformy okalające pyszniące się lampy, czy z równym pietyzmem wykonane masywne, toczone gałki z litej antymagnetycznej stali nierdzewnej. Do tego kruczoczarne kolumny kondensatorów i matowe prostopadłościenne sześciany skrywające trafa. Przecież on nawet jakby miał jedynie stać i nie grać, to warto byłoby wygospodarować miejsce, by go postawić, umieścić w gablocie i podziwiać. Skoro jednak (podobno) gra, to tym lepiej dla niego. Wracając do opisu walorów wizualnych bryła tytułowej integry będąc pochodną topologii dual mono została podzielona na wyraźne dwa moduły przywodzące na myśl skrzydła egzotycznego motyla, bądź steampunkową wariację na temat potężnej płaszczki. W centrum wspomnianego frontu mamy bowiem cyklopie oko czujnika IR, poniżej którego zalotną ciepłą zielenią wzrok przyciągają cztery niewielkie diody informujące o wyborze konkretnego źródła. Jeśli chodzi o toczone manipulatory, to lewą flankę przydzielono włącznikowi głównemu i regulacji głośności a prawą selektorowi źródeł i aktywatorowi pętli magnetofonowej. Z kolei płaszczyzna górna to już królestwo osadzonych na szczotkowanych metalowych płatach symetrycznie rozmieszczonych lamp. Każdy z kanałów obsługuje pracujący w stopniu wejściowym duet mieszany, czyli niewielkie ECC82 wraz z ECC83 a w stopniu wyjściowym mamy trzy oddające w klasie A 45W 6550 Tung-Sola, które z powodzeniem możemy zastąpić KT88. Tuż za nimi przedpole sześcianów chroniących trafa okupują potężne kubki sygnowanych przez Itelconda kondensatorów. Ściany boczne mają z kolei budowę hybrydową – w postaci srebrnych grzebieni radiatorów w sekcji lamp i delikatnie ponacinanych czarnych blach na wysokości traf. A właśnie, warto zwrócić uwagę na ich „dachy”, gdyż to właśnie na nich znajdziecie Państwo ściągę dotycząca prawidłowego umiejscowienia poszczególnych lamp. Również ścianie tylnej szalenie daleko do li tylko użytecznej skromności. Zdublowane terminale głośnikowe dla obciążeń 4 i 8Ω zamykają umownymi klamrami centralnie umieszczone interfejsy sygnałowe RCA z czterema parami wejść liniowych oraz pętlą magnetofonową. W lewym narożniku znajdziemy również wielopinowy terminal zasilający phono-stage’a a w prawym zintegrowane z bezpiecznikiem gniazdo zasilające IEC. Na wyposażeniu nie zabrakło również eleganckiego drewnianego pilota systemowego.

Prawdę mówiąc przystępując do odsłuchu nie miałem absolutnie żadnych oczekiwań co do oferowanego przez Unison Research Performance brzmienia i jedynie, gdzieś tam w cichości ducha liczyłem, że będzie lepiej aniżeli na AVS. Pierwsze uruchomienie, pięciosekundowa procedura startowa i zalecany przez producenta kwadrans na stabilizację i osiągnięcie pełni możliwości poświęciłem bardziej na podziwianie projektu plastycznego integry aniżeli definiowanie jakichkolwiek cech jej brzmienia. Jednak wraz z upływem czasu akcent z bodźców wizualnych przesuwał się ku doznaniom nausznym, które bez wymuszonej kurtuazji śmiało mogłem uznać za wielce satysfakcjonujące. Bowiem brzmienie oferowane przez Unisona było w pełni zgodne z jego aparycją, czyli bogate, wyrafinowane i … potężne. Próżno było szukać w nim anorektycznej eteryczności ledwie muskającej dolną średnicę i kończącej swoją eksplorację niskich tonów na partiach tamburynu, bądź nawet nie tyle gitary, co lutni. O nie, to był przysłowiowy „kawał soczystego dźwięku” serwowany z taką mocą i energią, że deklarowaną w danych technicznych, wynoszącą 45W moc spokojnie można byłoby uznać za co najmniej dwukrotnie niedoszacowaną. Ponadto ów efekt nie wynikał z siłowego rozdmuchiwania gabarytów źródeł pozornych, lecz wierności oddania ich naturalnych rozmiarów. Krótko mówiąc fortepian Gonzalo Rubalcaby na „Minione” Anny Mari Jopek miał w pełni realistyczną i zgodną z rzeczywistością bryłę, lecz z racji delikatnego cofnięcia w stosunku do ustawionej na pierwszym planie naszej blondwłosej szansonistki z powodzeniem mieścił się „optycznie” na scenie. Ot zwykła perspektywa a nie zabawy ze komputerowym zagnieżdżaniem przeskalowanych brył w wirtualnej przestrzeni. W dodatku nie sposób nie skomplementować barwy i zmysłowego wysycenia serwowanego przez włoską integrę. Jednak od razu mała uwaga. Proszę nie mylić stereotypowego, lampowego przesłodzenia właśnie z owym wysyceniem, bo to tak, jakby pod przysłowiowy ulepek w stylu kupnych i niemalże utopionych w lukrze keksów podpinać wszelakiej maści domowe wypieki. Unison bowiem zachowuje umiar, nie przekracza cienkiej czerwonej linii a jedynie z właściwym sobie wdziękiem roztacza eufonię i czar na reprodukowany materiał. Dlatego też fortepian Rubacalby lśni a głos AMJ z lekko szeleszczącego ewoluuje w stronę oprószonej złotem perlistości. Czy jest to w 100% zgodne ze stanem faktycznym? Nie mam nawet najmniejszych wątpliwości, że … nie, jednak przyjemność delektowania się takim efektem finalnym jest niewysłowienie większa, aniżeli wersją owych zabiegów pozbawioną.
Zmieniając nieco bardziej niż nieco klimat sięgnąłem po „13”-kę Suicidal Tendencies. Jeśli komuś z Państwa w tym momencie zapaliła się czerwona lampka, że serwując rustykalnemu lampiakowi potężną dawkę iście wybuchowej mieszanki drapieżnego i bezkompromisowego hard core’a okraszonego thrashową motoryką z jedynie niewielką szczyptą melodyjnego punka i odrobiną funky, mam zamiar rozłożyć do nie tyle na łopatki, co części pierwsze, spieszę donieść, żeby się niepotrzebnie nie niepokoić. Okazuje się bowiem, że pozornie dystyngowany przedstawiciel włoskiej myśli technicznej pod nienagannie skrojonym garniturem Cerruti’ego może pochwalić się nie tylko wielce imponująca kolekcją dziar, lecz przede wszystkim godną mistrza crossfitu muskulaturą. Wali zatem prosto między oczy potężną dawką fenomenalnie kontrolowanych decybeli pamiętając również o tym, by nieco ucywilizować zbyt szeleszczące w oryginale zapamiętale smagane przez Erica Moore’a blachy. Dodaje też od siebie nieco mięcha i krwistości gitarowym riffom, przez co ww. album brzmi jeszcze potężniej i bardziej angażująco. O dziwo lampowa saturacja nie zaszkodziła też Mike’owi Miurze, który opętańczo wydzierając się do mikrofonu zachował swoją lekką matowość, lecz jednocześnie jego glos nabrał głębi i mocy, której o ile pamięć mnie nie myli nigdy mu nie brakowało. W rezultacie motoryka osiągnęła iście pandemiczną zaraźliwość, generowana przez Unisona ściana dźwięku nader udanie przywodziła na myśl koncertowo-klubowe doznania i jedynie dbałość o międzysąsiedzkie relacje powstrzymała mnie przed dalszym podkręcaniem głośności.
Niejako na deser do playlisty dodałem nostalgiczny album „Songs From Isolation” A.A. Williams i odpłynąłem. Niby instrumentarium po części zgodne z otwierającym niniejszą recenzją „Minione” a ładunek emocjonalny diametralnie inny. To niezwykle wyciszone, minorowe aranżacje wydawać by się mogło ogranych do znudzenia przebojów, lecz wystarczy tylko pierwszych taktów by poczuć ich zupełnie niespodziewaną moc. Unison dodatkowo ją intensyfikuje i ciągnie słuchacza w głąb mroku niczym młyński kamień u szyi w głębinę. Porównywalny efekt zaobserwowałem przy „Hurt” z „American IV: The Man Comes Around” Johnny’ego Casha. Unison na powyższych albumach udowadnia, iż moc wcale nie musi wynikać z iście zwierzęcego ryku, lecz również z ciszy pomiędzy pozornie delikatnymi dźwiękami. Aby jednak do takich wniosków dojść trzeba Performance posłuchać na spokojnie u siebie.

Oj nie sposób ukryć, że spodobał mi się ten rozłożysty Włoch. Niby trzeba mu przygotować dedykowany stolik i zrezygnować z XLR-ów, jednak gdy w końcu złożę cierpliwie czekający na nowe lokum Solid Tech Radius Duo 3, to nie wykluczam powtórki z rozrywki i weryfikacji, czy przypadkiem Unison Research Performance nie powinien zagościć u mnie na stałe w roli alternatywnej dla mocnego tranzystora, jakim jest mój dyżurny Bryston 4B³, amplifikacji. A już nieco bardziej obiektywnie jeśli poszukujecie Państwo wzmacniacza łączącego niespożytą energię i dynamikę z muzykalnością i wyrafinowaniem, to tytułowa integra zdecydowanie powinna znaleźć się w kręgu Waszego zainteresowania.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

Opinia 2

Być może za moment wygłoszona przeze mnie teoria nie nosi znamion aksjomatu, ale jestem dziwnie przekonany, iż pochodzenie danej marki w wielu przypadkach już na starcie pozwala kreować w zmysłach nie tylko efekt soniczny danego komponentu, ale również zaproponowany przez konstruktorów design, a czasem nawet rozmiar. Śmiejecie się z ostatniego znaku szczególnego? Niepotrzebnie, gdyż akurat to jest tak zwany audiofilski elementarz, który od lat udowadnia, że jeśli coś z segmentu High End, a takim się przecież zajmujemy, pochodzi zza oceanu, w założeniu jeśli nie jest największe, to co najmniej musi być duże i tak bardzo często jest. Zgadza się? Nie odpowiadajcie, to pytanie retoryczne. Jednak ku nie tylko mojemu, ale prawdopodobnie również Waszemu zaskoczeniu dzisiejsza opowieść może nie diametralnie storpeduje, jednak na tle światowej konkurencji przynajmniej nieco zdewaluuje rozmiarową dominację Amerykanów. Kto i czym potrafi stawić czoła jankesom? Spokojnie, już zdradzam. Otóż dzięki współpracy z warszawskim dystrybutorem EIC udało nam się pozyskać na testy lampowy wzmacniacz włoskiej marki Unison Research, który w moim odczuciu dwojako pokazał konkurencji palcem miejsce w szeregu. Po pierwsze jak to u Włochów zazwyczaj bywa, jest wizerunkowym dziełem sztuki użytkowej, a po drugie będąc wzmacniaczem zintegrowanym, jest niezaprzeczalnie … wielki. Owszem, światowa oferta jest w stanie wygenerować potężniejsze gabarytowo konstrukcje, jednakże trzeba zaznaczyć, iż rozmawiamy o elektronicznym bycie w założeniu potrafiącym wpisać się w najbardziej wymagające gusta, co sprawia, że rozmiar ma bardzo wielkie znaczenie. A to dopiero pierwszy stopień wtajemniczenia, gdyż w całej zabawie w produkowanie zabawek dla melomana nie można oczywiście zapominać dodatkowo o ofercie brzmieniowej takiego ekstra mebelka. Nieprawdaż? Jak zatem wywołane do tablicy trzy wspomniane kwestie wypadły w zderzeniu z redakcyjnymi oczekiwaniami? Jeśli chcecie wiedzieć co miał do powiedzenia oparty o lampy mocy 6550, pochodzący z Italii Unison Research Performance, po odpowiedź na to pytanie zapraszam do kilku poniższych akapitów.

 

Jak znakomicie dokumentują fotografie, w tym przypadku opis wyglądu konstrukcji włoskich mistrzów sztuki użytkowej nie będzie przysłowiową bułką z masłem. Powodem jest pomysł na ubranko dla układów elektrycznych. Ciężko je opisać, bowiem dla mnie cały designerski myk na pierwszy rzut oka wygląda na umieszczenie trzewi w pięknie nie tylko obrobionym, ale również nietypowym w kwestii bryły dla tego typu urządzeń kawałku drewna. Oczywiście użycie tylko jednego, nawet idącego obecnie z trendami wyposażenia wnętrz, naturalnego półproduktu mogłoby trochę wiać nie tylko nudą, ale przy tych gabarytach również zwalistością, dlatego designerzy doskonale znając się na rzeczy, ozdobili ów przypominający płaszczkę drzewiec kilkoma zlokalizowanymi na froncie, górnej półkolistej połaci i plecach urządzenia metalowymi akcentami. Jeśli chodzi o awers, ten dla uniknięcia szkodliwego wizerunkowego przeładowania oferuje użytkownikowi jedynie cztery symetrycznie rozlokowane, przyjemnie dla oka i podczas użytkowania, nietypowo na tle konkurencji wydłużone, obłe pokrętła typu (włącznik główny, głośność, selektor wejść i wybór pomiędzy opcjami Source/Monitor), centralnie umieszczony odbiornik fal pilota zdalnego sterowania oraz tuż pod nim zlokalizowane cztery diody sygnalizujące aktualnie użytkowane wejście liniowe. Temat górnej części wzmacniacza jest równie interesujący jak front. Oczywiście realizując założenia nietuzinkowości wizualnej, zorientowania z przodu sekcja z lampami elektronowymi, od znajdującej się w tylnej części platformy z prostopadłościennymi czarnymi kubkami skrywającymi transformatory, została oddzielona płynnym łukiem i nieco opuszczona, by na koniec zostać pokrytą świetnie współbrzmiącą kolorystycznie z brązem drewna szczotkowaną stalą, pod którą na bocznych ściankach jako kontynuację motywu srebra metalu umiejscowić chłodzące wnętrze wzmacniacza radiatory. Po kilku zdaniach na temat cieszących nasze oczy frontowej i górnej części wzmacniacza przyszedł czas na tylny panel przyłączeniowy. Ten w dbałości o dostosowanie integry nie tylko do potencjalnych kolumn, ale również wymagań docelowego klienta daje nam do dyspozycji dwa komplety wyjść kolumnowych dla 4 i 8 Ohm każde, z lewej strony gniazdo umożliwiające skonfigurowanie go z phonostagem, w centrum sekcję 4 wejść liniowych w standardzie RCA z dodatkową przelotką dla magnetofonu, a na prawej flance gniazdo zasilania. Wieńcząc opis jestem winny dodatkowo zobligowany poinformować Was, iż przy zastosowaniu po trzy lampy 6550 na kanał Unison Research Performance jest w stanie oddać 45 W mocy, a także wspomnieć o standardowym wyposażeniu go w wykorzystujący motyw drewna jako część nośna, pilota zdalnego sterowania.

Tak się ciekawie złożyło, że ocena tytułowego wzmacniacza była jakby kontynuacją testowania dwóch innych tego typu konstrukcji. Rodzimej spod znaku Audio Reveal model Second Signature z będącymi swoistą nowością na rynku audio lampami KT 170 na pokładzie, oraz japońskiej Air Tight ATM-2211 w sekcji wzmocnienia wykorzystującej triody 211. Wynikiem tej serii testowej były znakomicie słyszalne różnie w ich brzmieniu. Oczywiście każda oferowała pokłady lampowej plastyki, jednak w nieco innym wymiarze i przy okazji stawiając na odmienne akcenty soniczne testowo skonfigurowanego zestawu. W telegraficznym skrócie mogę powiedzieć, że Polak świetnie, bo bardzo czytelnie w kwestii skrajów pasma rysował źródła pozorne, natomiast Japończyk w imię hołdowania magii dźwięku, wykonując tę czynność z maksymalnym zaangażowaniem, przy okazji podając całość z zarezerwowany dla najlepszych sposób, umiejętnie nie dopowiadał wszystkiego do końca. To oczywiście bardzo skrótowy opis specyfiki ich grania, ale bardzo istotny w kontekście dzisiejszego testu, gdyż Włoch łącząc przysłowiową wodę z ogniem, ze swoimi walorami uplasował się w środku tej stawki. Z jednej strony wyraźnie – czytaj z dobrą krawędzią i energią, ale znowu z drugiej nie nazbyt idealnie, ale za to z bardzo dobrym poziomem nasycenia kreował pojawiające się w moim pokoju sceniczne byty. Była energia, czytelny rysunek, ale przy tym niezbędna dla lampy miękkość dźwięku. I co w tym całym przedsięwzięciu było istotne, wszystko odbywało się z zachowaniem pełnej kontroli najniższych rejestrów, zjawiskowej krągłości średnicy i lotności wysokich tonów. Nic, tylko pławić się w muzyce, czego nie omieszkałem zakosztować i o czym poniżej w trzech obrazujących poszczególne walory prezentacji, tekstach postaram się zwięźle napisać.
Na pierwszy ogień wziąłem muzykę pozoru lekką, łatwą i przyjemną Cassandry Wilson „Blue Light `Til Dawn”. Jednak to w wielu przypadkach jest złudne, bowiem oddać tak charyzmatyczny głos bez przerysowania go nadmierną soczystością lub ostrością nie jest łatwo. Do tego sama realizacja jest mocno podkręcona masteringowo, co zwiększało szanse na spektakularną, bo zbyt ofensywną brzmieniowo porażkę. Na szczęście Unison Research umiejętnym dozowaniem wagi niskich rejestrów i nasycenia środka pasma oraz unikaniem popadania w nadpobudliwość wysokich tonów zdał egzamin na piętkę. Artystka czarowała pracą pełni gardła z jego najdrobniejszymi artefaktami bez jakiegokolwiek wrażenia nachalnej infantylności. Muzyka z jednej strony kipiała od sonicznych artefaktów, a z drugiej nie przekraczała cienkiej czerwonej linii dobrego smaku. I co dla mnie, wielbiciela podobnych, około-jazzowych produkcji, było istotne, nie była to jedynie zasługa wspomnianej divy, ale również idealnie współbrzmiącego z nią, również świetnie wypadającego instrumentarium.
Po weryfikacji systemu w kwestii oddania środka pasma, kolejny krążek miał pokazać umiejętności w radzeniu sobie z tak zwanym graniem ciszą, czego wręcz książkowym przedstawicielem była formacja Marcina Wasilewskiego Trio z gościnnym występem Joe Lovano „Arctic Riff”. Ten rodzaj muzyki oprócz opisanych powyżej aspektów kładzie bardzo mocny nacisk na umiejętność stosownego do zamierzeń artystów, przecinania ciszy. Raz lekkim zwiewnym blaskiem blach, innym razem natychmiastowym atakiem stopy perkusji, ale za każdym razem z wyraźnym początkiem i końcem każdego interwału, a także ze szczególnym uwzględnieniem zawieszenia tych chwilowych bytów w trójwymiarze. To oczywiście bardzo mocno determinuje umiejętność oddania ostrości krawędzi dźwięku, która według moich wcześniejszych zeznań w przypadku Włocha nie była wyczynowa, ale nadal odpowiednio wyrazista, co może nie w sposób szczytowych modeli konkurencji, ale w moim odczuciu wypadło znakomicie. Nic, tylko wszechobecna cisza, czasem pojawiające się na jej tle wywołane naturalnymi instrumentami majestatyczne dźwięki i ja, pełen skupienia odbiorca ze szklaneczką dymnego Kilchomana 100% Islay whisky w ręku. Bez pogoni za wyczynowością, tylko zdrowe podejście do najważniejszych cech dobrego dźwięku.
Na koniec mocne uderzenie kultowej Nirvany w produkcji „Nevermind”. Cel był jasny, czyli jak traktujący wszystko z pewnego rodzaju przyjemną dla ucha wstrzemięźliwością wzmacniacz radzi sobie w natychmiastowych zmianach akcji spod znaku rockowego łomotu. Czy nie uśrednia wpisanego w ten rodzaj muzy szaleństwa? Ba, mógłbym nawet podnieść tezę, czy zwyczajnie nie muli tego pełnego emocji muzycznego buntu. Naturalnie nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Owszem, nie raz słyszałem znacznie bardziej ekspresyjne prezentacje, ale wówczas były to albo wzmacniacze lampowe naśladujące tranzystory – czytaj mocne i często ostre granie bez krzty posmaku lampy elektronowej, albo mocne rasowe trany. Tymczasem Performance pokazując ten krążek nieco inaczej, zrobił to z pełnym pakietem zawartych w tym rodzaju twórczości emocji. Nieco podkolorowanych szklaną bańką, ale nadal pełnych wigoru i oddechu, co dla wielu z Was może okazać się wręcz idealnym partnerem na lata. Powiem więcej. W przypadku pragnienia posiadania w torze lamp elektronowych z powyższą prezentacją również ja mógłbym żyć bez najmniejszych problemów, gdyż jak pisałem kilka akapitów wcześniej, w sobie znany tylko sposób łączy wodę z ogniem, czyli potrafi pokazać atuty nie tylko jazzu, wymagającej wokalistyki, ale również mocnego rocka.

Mam nadzieję, że na bazie opisanych przeze mnie doświadczeń dobrze zrozumieliście powyższy tekst. Jeśli nie, spieszę z krótkim resume. Otóż w przypadku włoskiego ogiera Unison Research Performance mamy do czynienia z ciekawym, bo zdroworozsądkowym połączeniem magii lampy, kontrolowanej energii i swobody prezentacji. Co to oznacza, łatwo zweryfikować zapoznając się ze wspomnianymi we wstępniaku dwoma innymi recenzjami. Tak pokrótce chodzi o to, że przy fajnym zebraniu się dźwięku dostajemy w pakiecie przekaz zarezerwowany dla umiejętne trzymanych w ryzach w teorii wolnych elektronów. Niby soczysty i lotny, ale również w krytycznym momencie mocny. Czy dla każdego? Powiem tak. Jeśli nie jesteście żądnymi krwi z uszu podczas obcowania z muzyką za czasów prószkowskiego gangu tak zwanymi młodymi wilkami, nawet w przypadku nieco innego wzorca dźwięku, po ewentualnych próbach na własnym żywym organizmie być może będziecie mieli nie lada problem ze zwróceniem go do sklepu. On jest jak narkotyk. Łatwo uzależniający, ale trudny w kwestii detoksu.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10 SE-120
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
– streamer Melco N1A/2EX
– switch Silent Angel Bon n N8
Kolumny: Dynaudio Consequence Ultimate Edition, Tannoy Kensington
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: EIC
Cena: 43 999 PLN

Dane techniczne
Konstrukcja: Dual mono,
Stopień wyjściowy: single-ended parallel ultralinar A class
Moc wyjściowa: 45 W / kanał
Wejścia: 4 pary RCA, pętla magnetofonowa
Impedancja wejściowa: 47 kΩ
Wyjścia: pętla magnetofonowa, głośnikowe bi-wiring
Impedancja wyjściowa: 4 – 8 Ω
Feedback factor: 16 dB
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 30 kHz
Zastosowane lampy: 6 x 6550/KT88 , 2 x ECC82 , 2 x ECC83
Pobór mocy: 500VA max
Wymiary (S x G x W): 60cm x 48cm x 23,5 cm
Waga:50 Kg

 

Tekst źródłowy:


https://soundrebels.com/unison-research-performance-3/?fbclid=IwAR2MCWpzIYoRuf41bY_kt-3KkPCut1HlTUFpCbPZhL1e7AbQIUBrqFGe-HM

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium